Dom » Budownictwo
Budują gdzie popadnie
Z wielkim problemem borykają się samorządy gmin położonych w pobliżu Poznania. Mieszkańcy metropolii chętnie się tam przenoszą. Próbują budować domy w najbardziej niezwykłych, nawet chronionych prawem miejscach.
Przykładem takiej gminy jest Stęszew, w trzech czwartych położony na terenie Wielkopolskiego Parku Narodowego lub w jego otulinie. Nasila się proceder wznoszenia domów tam, gdzie ich nie powinno być – na terenach podmokłych, pozbawionych technicznego uzbrojenia, znajdujących się na obszarze ochrony przyrody. Właściciele żądają potem od gminy budowy dróg, kanalizacji, wodociągów, a na to długo czekają nawet mieszkańcy żyjący tam od pokoleń.
Jak najprościej postawić dom na terenach nie przeznaczonych pod budownictwo mieszkaniowe? Wystarczy zbudować tak zwane siedlisko wiejskie, a brak jakichkolwiek związków z rolnictwem nie stanowi przeszkody. Jeśli się uda, obok można legalnie postawić kolejne budynki, bo tak zwane sąsiedztwo umożliwia wtedy wydanie pozwolenia na budowę. Zdarza się, że inwestor, który w ten sposób zabuduje nieruchomość, odsprzedaje ją z zyskiem.
Włodzimierz Pinczak, burmistrz Stęszewa przyznaje, że taka sytuacja to dla niego poważny problem. – Próbujemy się ratować uchwalaniem planów miejscowych, z zapisami wykluczającymi budownictwo mieszkaniowe. Nie pokryjemy jednak natychmiast planami obszaru całej gminy, a domy próbuje się budować już niemal wszędzie – skarży się.
Nie zawsze nabywca działki jest świadomy, że trudno postawić na niej dom. Inni próbują obejść przepisy w sposób świadomy. Sytuacja taka występuje w miejscowości Tomice, gdzie zbiegają się granice gmin Stęszew, Dopiewo, Buk. Samorząd gminny prowadzi boje z osobą żądającą zgody na budowę domu na terenie objętej szczególną ochroną w ramach programu Natura 2000. Burmistrz Włodzimierz Pinczak zapowiada walkę o uratowanie tego terenu. – Gdybyśmy ustąpili, w pobliżu wyrosłyby kolejne zabudowania i przepadłby ten cenny przyrodniczo obszar – zaznacza.
Poznań wyludnia się, za to w sąsiednich, malowniczo położonych gminach mieszkańców przybywa. Dla miejscowych samorządów jest to zjawisko korzystne, bo nowi mieszkańcy to zazwyczaj płatnicy wysokich podatków, ale poda warunkiem, że w nowym miejscu się zameldują. Mankamentem tej sytuacji jest konieczność budowy infrastruktury technicznej, zwłaszcza dróg, a na to rzadko wystarcza pieniędzy. Nabywcy działek nie są świadomi, że czeka ich ciężka przeprawa z zarządcami dróg krajowych i wojewódzkich nawet wtedy, gdy sami chcą zbudować zjazd z trasy głównej.
Jak najłatwiej ustrzec się przed takimi problemami? Najlepiej przed kupnem działki budowlanej – we własnym interesie – odwiedzić urząd gminny, obejrzeć lokalizację jej na mapie, sprawdzić możliwości samorządu w zakresie uzbrojenia terenu. Koniecznie trzeba sprawdzić, czy są szanse na pozwolenie na budowę. Pisanie oświadczenia – a niektórzy próbują uciekać się do takiego kroku – że rezygnują z wszelkich roszczeń i zdają sobie sprawę, iż teren jest podmokły, pozbawiony uzbrojenia – nie ma sensu. Taki dokument nie ma mocy prawnej, poza tym nieruchomość może zostać sprzedana osobom nie mającym pojęcia, jakie czekają je problemy.
Gmina sama sprzedaje „bezpieczne” działki budowlane. Jednak i tam bywają problemy – z powodów finansowych – z natychmiastową budową uzbrojenia.
Redakcja CentrumPR informuje, że artykuły, fotografie i komentarze publikowane są przez użytkowników "Serwisów skupionych w Grupie Kafito". Publikowane materiały i wypowiedzi są ich własnością i ich prywatnymi opiniami. Redakcja CentrumPR nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.
Kolor ma znaczenie. Walentynkowy set od SteelSeries dla tych, którzy lubią wyrażać siebie
Viega rozszerza serię przycisków uruchamiających Visign for Public
PSPS apeluje o merytoryczną ocenę postulatów zmian Warunków Technicznych
Komentarze (0)